"....odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj."

Mark Twain


środa, 28 września 2011

Po Ziemi Międzyrzeckiej - Tęczowy Folwark

24.09.2011r godz. 11.00 piękna pogoda.
Prawie 50 osób z Polski i Białorusi rusza na krótki wypad doliną Krzny do Tęczowego Folwarku.
Przejechaliśmy około 35km.
W sielankowej atmosferze spędziliśmy kilka godzin.
Były gry, zabawy i śmiechu co niemiara .
Były drobne upominki dla najstarszego /81lat/  i najmłodszego /5lat/ uczestnika.
Było ognisko i pieczenie kiełbasek






 
a dzięki uprzejmości ks. Dziekana Józefa Brzozowskiego zapalonego rowerzysty, który także jechał z nami, na boisku przy plebanii rozegraliśmy Mini Turniej Piłki Nożnej.
Okolice Międzyrzeca są urokliwe. Ale aby to dostrzec trzeba zejść lub zjechać z utartych szlaków.
Tam gdzie nieczęsto  zaglądają miejscowi a co mówić turyści - rowerzyści. Można dostrzec i odczuć na własnej skórze  to czego nie mamy na co dzień. Choć przez "chwilę" możemy delektować się pięknem przyrody i spokojem jaki daje nam natura.
Szukajcie takich miejsc i chwytajcie takie chwile.
Tego  "rowerowy międzyrzec" życzy wszystkim.

Do zobaczenia na szlaku.

A 8 października 2011r będziemy szukać pięknych chwil pieszo i z kijkami.

Więcej zdjęć niebawem.

poniedziałek, 19 września 2011

Kajakiem do Białej i ....

 ... "miało być...:-) z powrotem ale niestety zabrakło 8km czyli około 2,5 godziny wiosłowania.
Musieliśmy się poddać.
Z 8 godzin nie wiosłowaliśmy może 1.5h- taki to był spływ
"Kto nie... wiosłuje ten ginie" można by powiedzieć za Legią Cudzoziemską.
Wyobraźcie sobie wiosło, którym trzeba ruszać przez 6 godzin w wodzie lub w wodorostach, które oplatają całe pióro wiosła -  a może lepiej spróbujcie zrobić to w domu na sucho to będziecie mięli namiastkę tego co  doświadczyliśmy. Nie wiosłujesz nie płyniesz.
Płynąć czy zawracać?  Oto jest pytanie
Pływające ogrody jak mówi Mariola  zabrały tyle energii że musieliśmy prosić o wsparcie,  którego udzielił nam Yozue z rodziną. To dzięki nim nie musiałem naginać biegiem 14km po samochód aby zabrać kajak
Był także Andyrock,  który chciał zobaczyć naszą końcówkę spływu.
To że odpuściliśmy nie zmienia faktu że na Krznie można obserwować piękno przyrody,  a z ogrodami przeżyć niezapomniane chwile "upodlając się na maksa"  /tłum. zmęczyć się/,  a bez nich aktywnie odpocząć.

Tak zaczynaliśmy...
...a tak skończyliśmy
A to widzieliśmy po drodze




PS
Mariola spisała się bardzo dzielnie, mimo że nie widzi sensu takich sprawdzianów.
Myślę że niejeden "hardkorowiec" wymiękłby. Ale nie Ty, Jesteś Wielka !!!

Chciałem też napisać  "Żałujcie że Was tam nie było" , ale muszę napisać.
Dobrze że Was tam nie było -  bo pewnie już nigdy nie popłynęlibyście  kajakiem,  a tak
Do zobaczenia na wodzie.

 Swoją drogą dawno nie byłem tak zmęczony /czytaj "upodlony"/

wtorek, 13 września 2011


AKTYWNI
Spotykamy się

Poniedziałek godz. 19.00 - sala
Środa godz. 19.00 – sala lub teren
Piątek godz. 19.00 - sala
Sobota godz. 08.00 Park Potockich biegamy

Międzyrzec Podlaski
Pływalnia Kryta
ul. Zarówie 86
/sala taekwondo olimpijskiego/

zajęcia ogólno – rozwojowe, samoobrona taekwondo
zajęcia w terenie /marsze terenowe, biegi, itp/

zajęcia cykliczne - sezonowe
rajdy  rowerowe
spływy kajakowe
rajdy piesze
zawody biegowe
rajdy przygodowe
i inne

Jeżeli zależy Wam na dobrym samopoczuciu, chcecie mieć lepszą kondycję, chcecie nauczyć się walczyć ze stresem, chcecie spędzać swój wolny czas aktywnie to jest propozycja dla Was.

niedziela, 11 września 2011

Dedykacja



.... dla wszystkich.
A szczególnie dla  aktywnych - rowerzystów - biegaczy - ....

wtorek, 6 września 2011

186km i trzy wzniesienia czyli...












... coś wspaniałego.
Czy siedząc w domu zobaczysz takie widoki?
Ktoś odpowie oczywiście - w National Geographic.
No tak, ale nawet NG nie odda rzeczywistości.
W TV czy w gazecie.nie poczujesz zapachu mgły, pola, lasu czy rzeki, nie poczujesz powiewu wiatru na skroniach, nie poczujesz chłodu i ciepła, nie poczujesz pokonywanych kilometrów całym sobą.
Nie poczujesz jak  smakuje  chleb z masłem i pomidorem.
Nie będziesz cząstką czegoś wielkiego.
Takie odczucia pozwalają zastanowić się chwilę nad sobą, nad tym co nas otacza.
Czy to czym się zajmuje ma sens?
Czy "przypadkiem" nie marnuję swojego czasu, czy nie zabiegam o to, co tak naprawdę nie ma znaczenia.
Czy wszystkie "dobra" jak samochody, samoloty, internet itp są dla mni niezbędne?
Czy wszystko to "przypadkiem" nie zamazuje  rzeczywistości? Czy postęp technologiczny mi służy.
Musisz odpowiedzieć sobie sam.
Ale odpowiedź twoja nie będzie prawdziwa, jeżeli natury nie odczujesz wszystkimi swoimi zmysłami.
Dlatego rusz się z domu.
"Zobacz  co jest za drzwiami."

piątek, 2 września 2011

Jura Krakowsko-Częstochowska i Pułtusk.

Dwa ciekawe wyjazdy kilkudniowe w których ludzie napotkani podczas tych wyjazdów zasługują na uwagę. I tak Jura Krakowsko-Częstochowska, teren przyroda, zamki, widoki czy ślady po obozowisku ludzkim pochodzące ze starszego paleolitu sprzed około 120 000 lat. (Jaskinia Ciemna zwana Ojcowską) wszystko to jest piękne lecz co można powiedzieć? - kiedy na błoniach Jasnogórskich przed klasztorem spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi z Białorusi Oni powiedzieli było ciężko lecz warto, to była Nasza droga do Boga. Uczestniczyli w rowerowej Pielgrzymce na Jasną Górę. A podczas prezentacji rowerowych grup w Częstochowskiej katedrze Nasz przyjaciel z Białorusi powiedział - Polacy kochamy Was, tyle o ludziach. Lecz gdy chodzi o człowieka i przyrodę to przytoczę coś takiego: ,, I uważa człowiek przyrodę za wielką, jeżeli sam jest wielki; on ją czcić musi, jeżeli czci sam jest godny..." Trasa:Częstochowa-Olsztyn- Złoty Potok-Żarki-Myszków-Ogrodzieniec-Olkusz-Ojców-Kraków. W sumie 200km, do Częstochowy i z Krakowa skorzystaliśmy z usług PKP. Uczestnicy: Basia, Wiesław, Andrzej. ps. było SUPER zdjęcia. Następny wyjazd to Pułtusk i okolice nad Narwią, pojechaliśmy we dwoje Basia i Andrzej. I też podobnie, piękna trasa Pułtusk, Narew zalew Zegrzyński i tak jak wspomniałem na forum Basia powiedziała trasa ciekawa i widoki ładne Narew bajkowa oraz ludzie jakich spotkaliśmy podczas tej wyprawy tak życzliwi szczerzy i otwarci na drugiego człowieka (tu użyję określenia młodych ludzi ) -po prostu Zwaliści. Nie ujmując reszcie wspomnę Jednego z Tych wyjątkowych. To Włodek z Liwu były rowerowy turysta tak jak My. Otóż temu „byłemu” pozytywnie zakręconemu rowerzyście nie wiek, lecz stan zdrowia nie pozwala na dłuższe wyprawy. W przeszłości też podróżował po Polsce rowerem. W rozmowie z Nami jednak mówi że trasę z Sokołowa Podl. do Liwu i powrotną pokonuje rowerem. Kiedy na pożegnanie fotografowałem Włodka powiedział tak założę binokle (lenonki) nie będzie widać zmarszczek ( Włodek-75 lat.) Bardzo długo "odprowadzał" żegnał Nas wzrokiem - wspaniały człowiek . Pułtusk i okolice nad Narwią Trasa:Międzyrzec Podl.-Liw-Węgrów-Wyszków- Karniewek-Pułtusk-Serock-Warszawa-Siedlce-Międzyrzec Podl. Suma 440km. Relacja andyrock. zdjęcia. ps. pozdrawiamy: Ulę, Basię ,Zdzisia ,Freda i resztę tej ciekawej ekipy z nad Narwi.

wtorek, 30 sierpnia 2011

Bieg "Międzyrzeckich Jeziorek" - to już historia








Bieg przeszedł do historii wzięło w nim udział  88 osób. 
Startowało nawet kilku rowerzystów. 
Była walka na trasie z przeciwnikami i upałem, były medale,  nagrody, bigos, grochówka itp.
Mam nadzieję ze wszyscy dobrze się bawili, i że za rok "zabawa" będzie jeszcze lepsza.
Więcej zdjęć znajdziecie tutaj

środa, 3 sierpnia 2011

Dawno nic nie pisałem o wyjazdach i innych działaniach RM
Ale i dzisiaj  nic nie napiszę - chociaż wiele się działo.
Chciałem puścić muzykę - ale nie znalazłem nic w dobrej jakości.
Za to przytoczę Steda.
"Nie rozdziobią nas kruki
ni wrony, ani nic!
Nie rozszarpią na sztuki
Poezji wściekłe kły!

Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!

Nie omami nas forsa
ni sławy pusty dźwięk!
inną ścigamy postać:
Realnej zjawy tren!

Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!

Nie zdechniemy tak szybko,
Jak sobie roi śmierć!
Ziemia dla nas za płytka,
Fruniemy w góry gdzieś!

Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!"
Na takich i podobnych tekstach się wychowałem, do takich miejsc jak na zdjęciu opatrzność mnie kierowała, ludzi o takiej a nie innej wrażliwości miałem zaszczyt na swojej drodze spotkać . 
Byłem w różnych miejscach i z różnymi osobami się stykałem, ale  takie i podobne opisy zmuszające do zastanowienia się i opisujące to  co nas otacza oraz ludzie z otwartymi sercami i o wielkiej wrażliwości najbardziej zapadają mi w pamięci.
Ciekaw jestem co do was trafia najbardziej? Muzyka, tekst, spotkanie z drugim człowiekiem
A może wyruszymy  drogą wyobraźni i dowiemy się co autor miał na myśli?   w moim ulubionym  kawałku Siekierezady.
W końcu wędrówką jedną życie jest człowieka,
a rowerowy międzyrzec to nie tylko rowery, kajaki, bieganie, narty ...

Czekam na "reportaże" z waszego wędrowania zawiłymi ścieżkami wyobraźni.

sobota, 9 lipca 2011

Święto Roweru - Lubartów 2011


Kładąc się poprzedniego dnia o godz. 23.00 na zasłużony odpoczynek budzik nastawiłem na godzinę 4.00. Rano Basia wyłączając alarm budzenia powiedziała - Andrzej pada. Wstałem natychmiast nie ociągając się, jak to czasami bywa w "normalne" dni . Przecież to dzisiaj ten dzień 3.07.2011. Święto Roweru. Święto dla niektórych błahe nie liczące się i w ogóle mnie to nie dziwi. Ta rzecz, przedmiot, urządzenie jak zwał tak zwał, trzeba to lubić chyba trochę kochać - po prostu to jest pasja . Na Święto wybierałem się po raz pierwszy (tak jakoś się ułożyło ) bardzo chciałem być w Lubartowie, poznać twórcę tej rowerowej idei Janusza Pożaka.

To właśnie On 18 lat wcześniej wymyślił taką imprezę , wymyślił ponieważ jest pasjonatem ROWERÓW. Przecież to wspaniały kolaż i mistrz rowerowy najprawdopodobniej nawet w marzeniach nie myślał że z małej lokalnej imprezy rowerowej stworzy największą imprezę w Europie a być może na Świecie!!!

Ale może po kolei jak to było w tym roku.

4.00 pobudka kiedy Basia powiedziała że pada, więc bardzo się nie spieszyłem, miałem taką nadzieje, że zaraz przestanie. Spakowałem sakwy, coś do jedzenia, ubrania na zmianę i sprawy przeciwdeszczowe, jak się później okazało, to najważniejsze w tym dniu. Pakowałem się pół godziny, a następnie przez godzinę stałem w oknie i ze smutkiem patrzyłem w niebo( lało bez przerwy).

Godzina 5.30 decyzja - wyjeżdżam, przypinam sakwy do roweru, zakładam kurtkę i ruszam do Lubartowa. Jadę 19 przez Radzyń i Kock w strugach deszczu. W Kocku zatrzymuje się i dzwonie do domu – że żyję i jeszcze się nie utopiłem. Podczas postoju mijają mnie samochody, które ciągną specjalne przyczepki do przewozu rowerów; widok rowerów poprawia mi humor.

Automatycznie wsiadam na moje „pędzidło” i śmigam do Lubartowa.

Na miejscu jestem o godzinie 9.40. (ciągle pada). Wolontariusze kierują mnie we właściwy rejon oraz pomagają mi przy rejestracji.

Podczas rejestracji pada pytanie: „skąd pan przyjechał?” – z Międzyrzeca Podlaskiego. Słyszę „łaaaał !!”, „rowerem w taki deszcz?”.

Mówię, szkoda że w Radzyniu czy w Kocku nie było punktów rejestracyjnych, aby zaliczyli przebyte kilometry. Robię kilka fotek, chwilę czekam, myślę o rowerzystach z Białej i Radzynia. Otrzymuje Nr. 124 – jak to się mówi, bardzo młody. Deszcz psuje tak fajną imprezę. Pomiędzy namiotami a sceną przygotowana na występy itd. przechadza się w niebiesko- żółtym płaszczu pan Janusz Pożak – smutny i trochę załamany. W krótkiej rozmowie z Nim wspominam o punktach kontrolnych dla rowerzystów z Międzyrzeca i Białej Podl. Mówi że w przyszłym roku chyba to wypali – dodaje że być może Święto Roweru zostanie powtórzone w najbliższą Niedziele ale wkrótce dodaje że zobaczymy jak to wszystko się rozwinie. Tak prywatnie J. Pożak to bardzo fajny gość. Po rozmowie, wsiadam na rower i wykręcam najmniejszą trasę, do Kozłówki i z powrotem tak na rozgrzewkę i żeby poczuć smak rajdu.

Wracam rejestruję przyjazd z trasy, jem smaczną grochówkę, spoglądam w między czasie na mój licznik, który wskazuje prawie 100 km, szkoda że dojazd do Lubartowa się nie liczył.

Idąc w kierunku Bramy Startowej, myślę o drugim kółeczku i napotykam dwóch, niegdyś wspaniałych kolarzy, teraz organizatorów ciekawych imprez sportowych. Gość honorowy Czesław Lang – twórca Tour de Polotne, wielokrotny Mistrz Polski w kolarstwie torowym i oczywiście Janusz Pożak – twórca Święta Roweru w Lubartowie. Trzeba też wspomnieć o sponsorach i ludziach wspierających te przedsięwzięcie + setki wolontariuszy.

O pogodzie nie będę już wspominał. Ponownie wyruszam na trasę rajdu, dojeżdżam do Kozłówki i postanawiam zwiedzić posiadłość Zamoyskich. Kozłówka jest piękna, to prawdziwa perełka wśród lasów i pół Lubelszczyzny. Powracam do Lubartowa, tam spotykam rowerzystę z Białej Podl. I Jerzego z Międzyrzeca. Zbiera się coraz więcej rowerzystów. Wydarzenia na placu Święta komentuje p. Henryk Sytner (Radiowa Trójka), jak się nie mylę ta impreza jest na EuroSporcie. Patrzę w prawo i oczom nie wierzę, trzech rowerzystów z Międzyrzeca. Rejestrują się i wyruszamy razem w drogę. Olek i Viktor proponują najdłuższą trasę, ojciec chłopców zgadza się i wyruszamy. Olek mimo ciężkich warunków pogodowych „kręci” wytrwale, Viktor siedzi na bagażniku i też kręci, ale nosem.Widzę że Wiesławowi deszcz nie przeszkadza w imprezie .

Kolejny raz jestem w Kozłówce. Robię chłopakom fotki z dziadkiem Leninem i w drogę do Lubartowa. Spotykamy Ludmiłę, Piotrka z BKR-u oraz Tomka z Rowerowego Radzynia, więc jest fajna grupa z Podlasia na święcie.

Po zaliczeniu rundki rajdowej, chłopcy są głodni więc śmigają na grochówkę. Wody i błota coraz więcej, lecz w ogóle to nie przeszkadza uczestnikom. Janusz Pożak gdy tylko ma wolną chwile to zatrzymuje się i rozmawia z innymi rowerzystami. W międzyczasie na głównej scenie odbywają się koncerty zespołów młodzieżowych. Impreza powoli dobiega końca.

Pan Sytner ogłasza że mimo niesprzyjającej aury uczestniczyło ponad 3 700 osób. To wielki sukces – przynajmniej ja tak uważam. Otrzymujemy koszulki, dyplomy i w drogę do domu.

Myślę że wszyscy uczestnicy Święta Roweru 2011 są zadowoleni.

Mała statystyka:

Zbigniew Iwanek – 290 km

Marta Nowak – 153 km

Gream Muston – 232 km

PS. Dzień później chłopcy (Olek i Viktor) twierdzili że widzieli w Kozłówce „Pawiana”

Relacja i foto: andyrock

wtorek, 21 czerwca 2011

Spontan 11.06.2011

Właśnie kończył się mój tygodniowy urlop i rozpoczynał się pierwszy wolny weekend bez szkoły, więc zaproponowałem na forum wyjazd w nieznane. Padła propozycja Nałęczów, więc ustaliliśmy, że tam jedziemy. Rano wstałem i spojrzałem na telefon ( nieodebrane połączenie od Bynia ), dzwonię i slyszę pytanie: Na pewno jedziemy? Odpowiedziałem, że nie po to się pakowałem cały wieczór żeby zostać w domu. Więc 6.06 wsiedliśmy
do pociągu do Nałęczowa, tam trwało ustalanie trasy naszej wycieczki.






2 godziny później już byliśmy w Nałęczowie ( dwóch kolegów AA w pociągu nie wytrzymało tempa ), więc stwierdzili, że nie jadą dalej z Nami i dalszą podróż już na dwóch kółkach rozpoczęliśmy we trójkę: Mariola, Bynio i ja ( Yozue ).
Krótki postój zrobiliśmy w parku w Nałęczowie, żeby napić się wody i posilić się przed dalszą drogą w nieznane dla mnie
( ponieważ jestem początkującym rowerzystą i dla mnie wszystkie trasy są nowe ) a jeżdżę rowerem przyspawanym do podłoża, żeby się nie przewrócić.



Z Nałęczowa ruszyliśmy na Wojciechów, a stamtąd ścieżką dla rowerów górskich, gdzie spotkała mnie niespodzianka, w kałuży przycupnęła "księżniczka zamieniona w żabę".

Więc ją pocałowałem i ku mej rozpaczy, była to prawdziwa żaba, a w ustach pozostał niesmak i nawet guma do żucia nie potrafiła go zlikwidować.



Następny postój mieliśmy w Wąwolnicy i po krótkiej przerwie ruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Kazimierza Dolnego, po drodze zatrzymaliśmy się przy Kapliczce Matki Kębelskiej w Kęble, gdzie spotkaliśmy dwoje rowerzystów z Puław ( piękne mają tereny do jazdy ).
Ruszyliśmy w dalszą drogę, przy zjeździe do Kazimierza Dolnego Bynio osiągnął zawrotną prędkość, od której zaczęły mu pękać szprychy w kołach, co doprowadziło nas na cmentarz.
Z Kazimierza Dolnego do Janowca przepłynęliśmy promem i nad brzegiem Wisły zatrzymaliśmy się na dłuższy postój, żeby się posilić. Człowiek uczy się całe życie, hitem okazały się jaja w ................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................... w majonezie, smaczne i pożywne. A jak smakowały, to mogą opowiedzieć tylko naoczni świadkowie, czyli członkowie wycieczki.
Podjazd na zamek w Janowcu to istna katorga, ale jaka satysfakcja jak wjedziesz o własnych siłach.
I tu zagadka:
Kto straszył w tym dniu na Zamku w Janowcu?
Widok na Kazimierz z Janowca piękny.













Z Janowca po krótkim postoju ruszyliśmy do Puław i stamtąd pociągiem do Międzyrzeca.
Miało być bez statystyk i komentarza.
80 km w siodle.
Teren piękny, górzysty, to czego u Nas brakuje.
Warto jechać nawet jeżeli było się tu już setny raz.
Samochodem lub PKP to tylko 2 godziny jazdy, a jakie atrakcje zjazdy i podjazdy. 12.06.2011 spędziliśmy w domach wypoczywając po trudach poprzedniego dnia.
Zdjęcia

wtorek, 7 czerwca 2011

Szlak Jagielloński-Wiwaty Królewskie 4-5.06.2011r.




Trzecie Wiwaty Królewskie, Kazimierz Jagiellończyk w Międzyrzecu. Jest to impreza cykliczna na Szlaku Jagiellońskim co roczna. W tym roku przypada 510 rocznica Unii Mielnickiej i z tej okazji rowerzyści z Brześcia, Kobrynia(Białoruś koła BOK), Białej Podl.(BKR) i Międzyrzeca rowerowy międzyrzec (MOSiR) uczestniczyli w rajdzie rowerowym na Szlaku Jagiellońskim . Odcinek jaki przejechali rowerzyści to: Międzyrzec-Huszlew-Mielnik. Trasa rowerowa. W rajdzie rowerowym uczestniczyło trzydziestu rowerzystów. Po dotarciu do rzeki Bug w okolicy Zabuża, przeprawa promem a następnie zwiedzanie Mielnika . Kolacja i nocleg w Zespole Szkół w Mielniku im. Unii Mielnickiej. Następnego dnia śniadanie i wyjazd do Grabarki. Po zwiedzeniu Świętej Góry Grabarka powrót do szkoły po Nasze rumaki i w trasę: Mielnik-Niemirów-Janów Podl.-Neple do Terespola by tam przy granicy pożegnać rowerzystów z Białorusi . Drugi dzień rajdu rowerowego nie odbywał się już na Szlaku Jagiellońskim ale nie znaczy to że nie był ciekawy. Atrakcje drugiego dnia to : przeprawa promem z Niemirowa do Gnojna, Stadnina koni w Janowie Podlaskim, Szwajcaria Podlaska (Nepelska). W Neplach przekraczamy rzekę Krznę z nad której dzień wcześniej wyjechaliśmy z Międzyrzeca. Mijając Neple widzimy w oddali Brześć ,docieramy do Terespola. Dziękujemy sobie za wspólną jazdę rowerową i mile spędzone dwa dni a po chwili robi się Nam smutno bo Białorusini i koledzy z Białej Podl. to fajna brać rowerowa a My musimy się rozstać . Nasze liczniki po dwóch dniach rowerowej przygody wskazują około 135 km. Po pożegnaniu siadam na rower i do domu, pozostało mi tylko 70km. o godz. 21.00 jestem na miejscu cały i zadowolony z dwudniowej wyprawy . Pozostali rowerzyści powracają busem technicznym i PKP . Podziękowania: wszystkim rowerzystom biorącym udział w rajdzie Dyrekcji MOSiR w Międzyrzecu Podl. Burmistrzowi miasta Międzyrzec Podl. Dyrekcji Zespołu Szkół w Mielniku im. Unii Mielnickiej oraz wszystkim ludziom wspierającym rowerzystów. Relacja i foto z wyprawy andyrock.

środa, 1 czerwca 2011

ROWERZYSTA


Urodził się i mieszka w Warszawie, lecz poprzez rodziców "związany" jest z Miedzyrzecem i oboje z Basią mamy taką nadzieję że w przyszłości zasili rowerowy międzyrzec. Dominik bo tak ma na imię ten "nowy" rowerzysta, kiedy przebywa u dziadków chętnie uprawia pierwsze treningi rowerowe. Pod okiem babci i dziadka. Widzimy że wszystko odbywa się prawidłowo na treningu, jazda na rowerze "PANDA"(ciekawa firma) i odżywianie podczas rowerowej zabawy. Tak się składa że dzisiaj jest pierwszy czerwca DZIEŃ DZIECKA - dużo radości i uśmiechu wszystkim dzieciom, pozdrawiamy Basia i Andrzej.
wszystkie fotki