"....odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj."

Mark Twain


niedziela, 27 czerwca 2010

Liwiec - Bug - Narew - Puszcza Biała i "Andyrock"


Relacja Andrzeja

"Sobota 19.06.2010r godz. 8.00 wyruszam z grodu nad Krzną.
/1390r Abraham Chamiec otrzymał Międzyrzec od Władysława Jagiełły.
1434r prawa miejskie/
Trasą E30 jadę w kierunku Siedlec, trasa nie ciekawa bo bardzo uczęszczana przez tiry. Plusem jest pas awaryjny po którym mogą poruszać się rowery. Siedlce najstarszy przekaz o miejscowości pochodzi z 1448r. Prawa miejskie na prawie magdeburskim Siedlce otrzymały w 1547r. Włości Ogińskich i Czartoryskich. Jednakże Siedlce przejeżdżam bardzo szybko. Myślę o Liwie w którym znajduje się zamek i zbrojownia oraz o rzece Liwiec która jest tak piękna jak Bug tylko mniejsza. Za Siedlcami jadę trasą 696 w kierunku Węgrowa. W Chodowie "spotykam" Liwiec /142km wijącej się po Mazowszu rzeki/. Przed Węgrowem skręcam w lewo i dojeżdżam do Liwu gdzie odpoczywam nad pięknym Liwcem. Po odpoczynku i posiłku spotykam bardzo ciekawego człowieka. Jego pierwsze słowa do mnie to czy nie potrzebuje pomocy. Okazuje się że też podróżował rowerem i większość tras ma wypisane na ścianie swojego kolorowego i "fajnego" domu. Pozdrawiam 75 letniego pana WŁODKA. "Czas mnie goni", myślałem o 3 dniach wyprawy ale mam tylko 2. Siadam na rower spoglądając jeszcze raz na gotycki zamek książęcy z XV wieku. Po kilku kilometrach jestem w Węgrowie. Przez rynek udaję się aby popatrzeć na lustro Twardowskiego, które znajduje się w Bazylice Mniejszej Wniebowziecia Najswietrzej Marii Panny. Niestety "zakrystia" jest zamknięta.Robię parę fotek między innymi Dom Gdański i w drogę trasą 62 w kierunku Wyszkowa, spotykając Liwiec po drodze. W miejscowości Starawieś przy trasie jest pałac neogotycki wybudowany w XVI w był własnością Radziwiłłów , niestety nie dostępny do zwiedzania własność NBP. Pałac i park bardzo piękny. W Łochowie oglądam pałac neorenesansowy, park z ciekawym drzewostanem i nowy drewniany kościółek.Po krótkim odpoczynku ruszam dalej w drogę. Myśle o Kamieńczyku gdzie dwie rzeki podlaski Bug i mazowiecki Liwiec spotykają się i razem płyną do Wisły. Spotkałem tam fotografujących z Warszawy. Patrząc na ich sprzęt raczej profesjonaliści. Życzyliśmy sobie powodzenia i ruszyłem dalej w drogę.
Wyszków bez pojęcia urbanistycznego zbudowane miasto, "ale nie mnie to osądzać" Młodzi ludzie spotkani w parku mówili że w nocy jest lepiej/ładniej/. Pomyślałem "Wyszków By Night" a Elektryczne Gitary śpiewały "Wyszków Tonie". Odpoczynek, przegląd "pędzidła", /tak czasami mówię na swój rower/włączyłem oświetlenie i pomknołem do pięknego Pułtuska. Na kolacje kawa i zapiekanka /bardzo smaczna/, toaleta chwila zadumy i nocleg w schronisku turystycznym przy szkole.
Chcę przypomnieć że teren do którego jechałem Puszcza Biała rozciąga się od Pułtuska w kierunku Wyszkowa aż do rzeki Bug a w prawo patrząc na mapę do Broku. Wincenty Pol pisał. "Po lewym brzegu Narwi w końcu znacznie poniżej między Bugiem i Narwia a miastem Pułtuskiem, Różanem, Ostrowią, Brokiem i Wyszkowem leży puszcza zdawna Białą Puszcza zwana, częścią w ziemi różańskiej częścią w łomżyńskiej położona." A wszystko co ma zwiazek z nazwą puszczy zaczeło sie 1000lat temu jeszcze za czasów Jadźwingów a później ze wsią Strabło. To bardzo długa historia, przy okazji podobnej wyprawy ją przestawię.
Puszczańskie miejsca które odwiedziłem to:Popławy, Bartodzieje, Lutobrok, Pniewo. Podczas tej wyprawy byłem ograniczony czasem. Wracając do domu już za Wyszkowem i Kamieńczykiem odwiedziłem bardzo urokliwe miejsce posród lasów o włoskiej nazwie Loretto
A następnie Łochów, Węgrów, Siedlce /kolacja w parku z gołąbkami/ i Międzyrzec.
Jeszcze niedawno tablice rejestracyjne samochodów miały literki BPM /Bardzo Piękne Miasteczko/

Więcej zdjęć tutaj

371km
średnia 17,8km/h
na pedałach 20h 56min"

"andyrock"

piątek, 18 czerwca 2010

Rower i pomoc innym


Międzyrzec jest coraz częściej jednym z etapów podczas wypraw rowerowych nie tylko turystów z Polski ale także z zagranicy. Jedną z przyczyn jest położenie naszego miasta na głównym szlaku komunikacyjnym, a rowery stają się coraz bardziej popularnym środkiem lokomocji. Jazda rowerem jest więc wykorzystywana do zwiedzania, aktywnego spędzania wolnego czasu, przyczynia się do ochrony środowiska, promuje zdrowy tryb życia.
Poprzez jazdę rowerem można zwrócić uwagę na potrzebę pomocy innym.
Taką metodę przyjęła brytyjska fundacja charytatywna The Alina Holender Trust, która zatrzymała się w Międzyrzecu na nocleg . Celem fundacji jest pomoc dla hospicjów w Polsce, które opiekują się chorymi do ostatnich dni ich życia. Dziesięcioro brytyjczyków przemierza na rowerach nasz kraj od Gdańska aż do Bielska Białej. Chcą zobaczyć jak działają hospicja w naszym kraju i pokazać wartościową działalność ludzi związanych z ruchem hospicyjnym w Polsce Jest to ich pierwsza wyprawa po Polsce, ale jak powiedziała ich przewodniczka Ewa, w następnym roku przyjadą do Międzyrzeca i zechcą bardziej poznać nasze okolice.
"Rowerowy Międzyrzec" popiera tego typu inicjatywy.

Zapraszamy za rok i życzymy jak najwięcej radości z jazdy rowerem oraz wiele satysfakcji z pomocy innym.
Pozdrawiam
Bynio

czwartek, 17 czerwca 2010

"Kilka w jednym" MTB - Królewskie wiwaty - Białorusini


Zmieniliśmy wygląd strony na bardziej radosny, chociaż nie wszystkie przeglądarki odtwarzają ją dobrze. Pracujemy nad tym aby w dostępnych przeglądarkach działało wszystko.
Przez miesiąc nie było żadnych wpisów co nie znaczy że nic rowerowego w naszych okolicach się nie działo.
W tym poście nadrobimy zaległości.
W skrócie:
29maja Mariola i Bynio byli na Poland Bike Maraton w Łukowie Fajna impreza rowerowa dla amatorów i zawodowców. Okolice Łukowa są co prawda "płaskie" ale impreza MTB udana. Startował nawet Międzyrzeczanin, w barwach Warszawy. Można by "coś" takiego organizować w Międzyrzecu. Tereny mamy także super a i "górki" znajdą się na żwirowni.

11-13 czerwca do Międzyrzeca przyjechali zaprzyjaźnieni Białorusini oraz rowerzyści z Mielnika. W ramach promocji Szlaku Jagiellońskiego przejechali trasę Terespol - Międzyrzec - Kodeń - Terespol. Organizatorem ich pobytu był Jurek Tusz i jak przekaże nam więcej informacji to oczywiście wszystko opublikujemy. Dzisiaj tylko kilka fotek ze skwerku dostarczone przez Bynia. Podczas tej imprezy w centrum miasta rozbili swój obóz "woje" oraz odbyły się "Królewskie Wiwaty" - żywa lekcja historii, jak powiedział burmistrz naszego miasta.

Na koniec chcemy poinformować, że w Międzyrzecu widziano trzyosobowy rower. Jeżeli ktoś coś wie na ten temat prosimy o więcej info.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Zmiany

Wprowadzamy trochę zmian.
Mogą wystąpić problemy w przeglądaniu
Przepraszamy za utrudnienia

poniedziałek, 17 maja 2010

I Rodzinny Rajd Przygodowy 15.05.2010r


Rajdy Przygodowe /ang. Adventure Racing/ to połączenie wielu dyscyplin: rower, bieg, kajaki, wspinaczka. To tylko podstawa. Jeżeli dodamy odnajdywanie punktów kontrolnych, przy pomocy mapy i kompasu, oraz zadania specjalne, typu zjazd na linie tzw "tyrolka" lub przejście po moście linowym, czy przeprawa przez rzeki, to mamy obraz co to jest rajd przygodowy
15 maja odbył się w Międzyrzecu I Rodzinny Rajd Przygodowy po Ziemi Międzyrzeckiej. Wzięło w nim udział 9 drużyn, które liczyły od 2 do 7 osób. Najstarszy uczestnik miał 79lat a najmłodszy 2,5roku. Uczestnicy mieli za zadanie odnaleźć 6 punktów kontrolnych w obrębie miasta i w pobliskiej okolicy. Do przejechania rowerem było 21km , przejście z kijkami nordic walking około 600m i przepłyniecie kajakiem 600m Impreza miała być rekreacyjna ale niektóre zespoły potraktowały ją bardzo poważnie i wyszła wspaniała rywalizacja pomiędzy 3 pierwszymi drużynami. Ostatecznie wygrał zespół "LESIK" druga była "OSP ZAWADKI" a trzecia "BICYCLE GARAGE i Mariola" kolejne miejsca zajęły:
4. POLZBYT
5. RAKI
6. LESZCZE
7. CHMIELEWSKI TIM
8. PIORUNY
9. PIOTR
Na zakończenie był pokaz ratownictwa w wykonaniu OSP Stałpno, ognisko, grill i wręczenie dyplomów dla wszystkich uczestników.
Ci co nie byli niech żałują, ale mają szansę spróbować swoich sił w następnym rajdzie, ponieważ impreza ma być cykliczna. Kolejny będzie na przełomie czerwca i lipca

zdjęcia Mariola i Bynio

czwartek, 6 maja 2010

Kazimierz - Nałęczów i "okolice"

Bywa tak że coś planujemy i wszystko nam wychodzi, a bywa też tak że planujemy i niezależnie od nas musimy "zmieniać plany". Tak było z naszym wyjazdem. Do "ostatniego momentu" nie wiedzieliśmy czy wyjedziemy, a jak już ruszyliśmy i zapowiadało się wspaniale, niestety jeszcze raz trzeba było podjąć decyzję o zmianie.
Najbardziej zależało nam na okolicach Kazimierza i Nałęczowa chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, co mają dla nas do "zaoferowania".
Trasa zaplanowana była na trzy dni.
Dzień I
Wsiedliśmy do pociągu o 6.02, a o 8.10 byliśmy już na trasie Dęblin - Puławy, gdzie nad Wisłą zjedliśmy śniadanie. Pogoda coraz bardziej się "klarowała", i gdy dojechaliśmy do Puław było pięknie i słonecznie. Zwiedzanie parku zaostrzyło "nasze apetyty" na dalszą podróż. Gdy dojechaliśmy do Kazimierza niebo zachmurzyło się z lekka. Mieliśmy zrobić zakupy. Kilka zdjęć na rynku, i ruszyć w teren. Gdy W
w "międzyczasie" z "lekkiego zachmurzenia" zaczęły spadać drobne krople deszczu.Aby przeczekać "kapanie" zaczęliśmy obserwować rynek. A przede wszystkim, "tabuny" turystów, w końcu to jeden z dłuższych "weekendów" i zjechała się tu masa ludzi.Obserwowanie ludzi przynosi refleksję i filozoficzne przemyślenia. Ale przecież my jesteśmy na przejażdżce rowerowej i chcemy w teren.
Małe krople nie są w stanie odciągnąć od wykonania planu. Gdy ruszyliśmy, niebo pociemniało na dobre i już nie kapało a padało i to dosyć mocno, nie zapowiadało się, że deszcz szybko ustanie. Po kilku minutach jazdy musieliśmy się zatrzymać i zmienić ubranie, oraz nasze plany. Błoto pomogło w podjęciu decyzji. Plan zmieniliśmy, rezygnując "tylko" z terenu i zostawiliśmy asfalt.
Z Kazimierza do Nałęczowa jechaliśmy cały czas w deszczu.
Po ciepłym obiedzie w Nałęczowie, trochę się wysuszyliśmy i postanowiliśmy pojeździć po mieście, szukając noclegu. "Zaliczyliśmy" park zdrojowy i wszystkie jego "atrakcje", wszędzie była masa ludzi. Tutaj już ich nie obserwowaliśmy, ponieważ zbliżał się wieczór a my nie mieliśmy jeszcze gdzie spać. Długi weekend "robił swoje". Gdy któryś z kolei właściciel "wolnych pokoi", stwierdził, że dzisiaj nie znajdziemy wolnych miejsc , postanowiliśmy kontynuować jazdę zgodnie z planem. A gdy już było ciemno trafiliśmy na nocleg w Garbowie.
Toaleta, kolacja, nocne "zwiedzanie" pieszo miejscowości położonej przy trasie Lublin - Warszawa i zasłużony odpoczynek.
Dzień II
Rano byliśmy bardzo zadowoleni że spaliśmy pod dachem. W nocy przetoczyła się burza z ulewnym deszczem. Ale o 6.00 było już całkiem znośnie i nie padało. Śniadanie, przegląd rowerów i w drogę. Spokojna, pięknie położona droga wśród malowniczych pól i łąk, wiatr we włosach, cichy szum przemieszczających się rowerów, to jest to. Następny przystanek Kozłówka.
W Pałacu Zamoyskich byliśmy pierwszymi ze zwiedzających i nawet ochroniarz nie miał nic przeciwko, abyśmy weszli na teren kompleksu pałacowo-parkowego z rowerami. Rozłożyliśmy się na ławeczce przy fontannie w ładnie zagospodarowanym ogrodzie, gdzie "przechadzał się" dumnie paw. Ciepło, przyjemna cisza,śpiew ptaków, pełny relaks, gdy nagle "WIDZĄ PAŃSTWO TUTAJ PRZEPIĘKNE ZDOBIENIA WIEK.........!!!" usłyszeliśmy przewodnika wycieczki, to był znak, aby ruszyć dalej.
Piękna trasa tym razem przez las do Firleja. Krótki odpoczynek nad jeziorem i "19-tką" do Kocka.
Zwykle senne miasteczko, gdzie życie biegnie powoli,dzisiaj było pełne ludzi. Tuż przed południem na kockim skwerze grupa rekonstrukcyjna przedstawiła inscenizację potyczki, w której zginął płk Berek Joselewicz, tutejszy bohater. My co prawda trafiliśmy już na koniec gdzie przed kockim pałacem miał miejsce pokaz sprawności kawaleryjskiej. Ale mogliśmy wejść do pałacu i zobaczyć jak wygląda w środku. Zadbany park przy pałacu i otoczenie robi wrażenie. Kock był ostatnim etapem naszego wyjazdu. Zostało nam 50km do przejechania krajową 19-tką do domu.
Wyjazd planowaliśmy na trzy dni, trasę zrobiliśmy w dwa. Mamy trochę niedosyt, chcieliśmy pojeździć w terenie, ale jeszcze w te okolice wrócimy.

36godz
około 320km
100km pociągiem
220km na kołach

Mariola i Bynio
zdjęcia

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Podlaski Przełom Bugu 24-25.04.2010

Wiosna kalendarzowa już jest od miesiąca . Dlatego wybraliśmy się na dwa dni w rejon podlaskiego przełomu Bugu aby obserwować jak jest naprawdę. W sobotę, rano było chłodno, ruszyliśmy w kierunku Drohiczyna i w miarę jak zbliżaliśmy się do Bugu pogoda była coraz ładniejsza. W miejscowości Tokary obejrzeliśmy drewniany, nieczynny młyn na rzece Toczna, położony w bardzo ładnym otoczeniu.
Naszym wstępnym planem było, aby przejechać przynajmniej część trasy, nad samą rzeką. Spotkani ludzie, odradzili nam jednak jazdę, ze względu na wysoki stan wody. Droga na odcinku z Drażniewa do Skrzeszewa była piaszczysta, większość trasy w tym rejonie musieliśmy pokonać pchając rowery. Przedzieranie się przez podmokłe łąki i piachy, zabrało nam wiele sił i nie odbyło się bez "zgubek". Ale niedogodności drogi rekompensowały piękne widoki nadburzańskich łąk i lasów "budzących się z zimowego snu". Dużym zaskoczeniem była "bobrza robota", to zadziwiające co potrafią zrobić z grubymi drzewami te niewielkie zwierzęta. Przez drewniany most w przebudowie, który trzeszczał pod kołami, dotarliśmy do Drohiczyna, a w nim zobaczyliśmy ćwiczenia "braci rycerskiej", Katedrę, Klasztor Jezuitów, w którym dzisiaj jest Seminarium Duchowne, wdrapaliśmy się na wzniesienie, z którego rozciąga się piękny widok na "meandrujący" Bug, i ruszyliśmy w stronę Serpelic, gdzie zaplanowaliśmy nocleg. Mirkowi który miał wracać po 40 kilometrach do domu, "tak spodobała się jazda" że postanowił jechać do końca. W Serpelicach byliśmy około 20.00 , dzięki uprzejmości dyrekcji szkoły mogliśmy przenocować w przygotowanych pomieszczeniach za co Bardzo Dziękujemy. Przed snem mieliśmy jeszcze małą uroczystość. Barbara i Andrzej w tym dniu obchodzili rocznicę ślubu. Były życzenia, toasty, napój jabłkowy z dodatkiem z "wielkiego lasu" i muzyka na dobranoc.
Rano w niedzielę o 6.30 pobudka, śniadanie, dla odmiany "łyk napoju rodem ze skandynawii" i w drogę. W okolicach Gnojna jest skarpa nad Bugiem, z której roztacza się wspaniały widok, przebywanie w takim miejscu odpręża i daje siły do dalszej jazdy, chociaż zostało by się na dłużej. Następnym przystankiem był Janów Podlaski i stadnina koni. Tak piękne zwierzęta można podziwiać godzinami, ich "grację" z jaką się poruszają, temperament i ekspresja przyciągają wielu ludzi aby je tu oglądać i kupować. Stadnina w Janowie słynie z aukcji odbywającej się co roku w sierpniu. Warto tu przyjechać i poczuć "koński klimat".
Następnym przystankiem była Leśna Podlaska i Sanktuarium Matki Bożej Leśniańskiej Opiekunki Podlasia (Bazylika św. Piotra i św. Pawła) oraz klasztor Ojców Paulinów.Był to ostatni punkt naszej wyprawy.
Z Leśnej do Międzyrzeca przejechaliśmy bardzo szybko, z wiatrem w plecy.
W 2 dni zrobiliśmy około 220km, spotkaliśmy kilka grup rowerzystów, z niektórymi rozmawialiśmy, wymieniając się wrażeniami, a to oznacza że sezon rowerowy zaczął się na dobre, a wiosna "robi swoje". I chociaż niektórzy podróż odczuli na własnych ... nogach, to i tak już planujemy następny wyjazdy.
Barbara, Andrzej, Zdzicho, Mirek, Mariola, Bynio

zdjęcia Bynio Andrzej

niedziela, 11 kwietnia 2010