"....odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj."

Mark Twain


czwartek, 23 września 2010

Czapka dla Wasi czyli Dożynki po Białorusku


Wrzesień jest miesiącem kończącym lato i początkiem złotej polskiej jesieni, świętem plonów i ludzi którzy właśnie teraz mogą ocenić i porównać efekt swojej ciężkiej pracy /zabrzmiały słowa z minionej epoki/ Na takie święto "rowerowy miedzyrzec" został zaproszony przez przyjaciół z Białorusi . Klub turystyki rowerowej "Kolo Bok" z Brześcia zaprosił nas na rajd do Małarity gdzie odbywały się dożynki regionalne. W sumie przez 4 dni przejechaliśmy po ziemi Białoruskiej około 280km. W asyście "milicji" przemierzyliśmy trasę Brześć - Kobryń - Dywin - Małarita - Brześć.
Była nocna jazda po Brześciu, odwiedzanie szkół w których nasi znajomi promowali "rowerowanie" przy pomocy "pacanów" z trialu, zwiedzanie Kobrynia i okolic, "popas" nad jeziorem w "wesołym autobusie", wieczorne "dyskusje" na każdy temat, które były kontynuowane i za dnia, "bania" dla odnowienia sił, no i przede wszystkim Dożynki 2010 w Małaritie.
Festyn na który przyjechaliśmy w sobotę około 14.00 trwał już jakiś czas. Ludzie bawili się przy muzyce na żywo lub puszczanej z CD, każdy mógł wybrać rodzaj swojej muzyki i w tym miejscu "pląsać . Były wspaniale przygotowane stoiska prezentujące wyroby tutejszych "hazjajów" - mięsa, wypieki, miody itp, był mecz piłki nożnej tutejszej drużyny, pokazy sportowe, występy muzyczne i teatralne na scenie i na powietrzu, po prostu ludzie świętowali święto plonów ha ha. Około 19.00 gdy zwiedziliśmy miasteczko i atrakcje przygotowane przez gospodarzy dożynek, zgłodnieliśmy i należało by spróbowac tutejszych specjałów. Od razu nie mogliśmy się zdecydować co mamy spróbować, a gdy już podjęliśmy decyzję "hazjajka"
nie chciała nam nic sprzedać. Myśleliśmy że to niedoskonałości naszej mowy i gdy wysililiśmy zdolności językowe pani prawie ze łzami w oczach prosiła nas abyśmy odeszli. Oczywiści przeszliśmy do drugiego stoiska nie rozumiejąc o co chodzi, a tu to samo, kategoryczna odmowa sprzedaży. Gdy zdezorientowani patrzyliśmy "po sobie" o co chodzi podeszło do nas kilku panów odzianych w ciemne ubrania i ...... nie nie nie było żadnej prowokacji i niechęci do Polaków po prostu festyn trwał tylko do 19.00 i o 19.01 miał się skończyć a panowie mieli dopilnować aby tak się stało i nikt nic juz nie sprzedawał ani nie kupił. No cóż "co kraj to obyczaj". Panowie w czerni co prawda pozwolili nam kupić co chcieliśmy ale już nam tak jadło nie smakowało, chociaż było bardzo dobre.... Nazajutrz rano przed wyjazdem na scenie głównej Dożynek Małarita 2010 oficjalnie podziękowaliśmy swoim gospodarzom za przyjęcie.
Była wymiana "suwenirów", miłe słowa, zapewnienia o współpracy "rowerowej" w przyszłości.
Został nam tylko kilkugodzinny przejazd do granicy.
Wszystko co miłe i niemiłe zawsze się kończy, ale zawsze zostają wspomnienia. Wspomnienia o ludziach mądrych i otwartych, gościnnych i odważnych, o ludziach, którym zależy na świecie bez granic i uprzedzeń.
O ludziach, którym "CZAPKA DLA WASI" nie przeszkadza w realizowaniu swoich marzeń

A tak na marginesie kto ma tę czapkę?

zdjęcia Andrzej
zdjęcia Bynio

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Pogoda była,rajd dobrze zorganizowany
dzięki kolegom z Brześcia .Dożynki w Małarite ciekawe .Było SUPER .SPASIBA

andyrock .