"....odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj."

Mark Twain


piątek, 9 kwietnia 2010

Ulubione miejsca

To takie miejsca gdzie czujemy się dobrze, to tam gdzie mieszkają "wspaniali" ludzie, gdzie można podziwiać piękne krajobrazy. Mimo że je znamy, zawsze coś nowego w nich odkrywamy (he zrymowało się). Chociaż trasa prowadząca do celu nie musi być tak ekscytująca jak sam cel, to zawsze z chęcią pokonujemy trudy podróży i często tam wracamy. Przeglądając zdjęcia i przypominając sobie gdzie najczęściej wracamy, powtarza się kilka takich miejsc. Są to tereny wyjątkowe i znane na mapie turystycznej naszego regionu. Z Międzyrzeca Podlaskiego można tam dotrzeć "w siodle" jednego dnia. Powiedzcie czy nie warto wsiąść na rower i pobyć w takich pięknych terenach lub poszukać ich w najbliższej okolicy. Nie zastanawiajcie się, już zaczynajcie się pakować, a w przerwie proponujemy zabawę. Odgadnijcie w jakich okolicach były robione zamieszczone zdjęcia. A może ktoś z was zechce podzielić się swoimi miejscami.
Miłego odgadywania i szykowania
Pozdrawiamy odwiedzających
"rowerowy międzyrzec"

piątek, 2 kwietnia 2010

Alleluja


Wszystkim odwiedzającym "rowerowy międzyrzec" z okazji
Świąt Zmartwychwstania Pańskiego
Życzymy
zdrowego ciała, mocnego ducha, śpiewu ptaków, wielu ciepłych i słonecznych dni, wiatru we włosach, radości, optymizmu, zgody i miłości w rodzinach, pomocnej dłoni, wybierania właściwych dróg, umiejętności powstawania, dzielenia się między innymi wrażeniami z waszych wyjazdów tych małych i tych dużych
oraz wszystkiego tego czego sami sobie życzycie

Pielgrzymka czy wędrowanie? - Marioli i Bynia

Pielgrzymka dla jednych to wędrowanie do celu, inni widzą cel w drodze, jedni niosą ze sobą motywacje religijne inni próbują odnaleźć i uporządkować swoje myśli.
Takie są odczucia pątników , każdy pielgrzymujący ma swój cel.Podczas długiej monotonnej drogi jest wiele czasu i sposobności aby pomyśleć , zastanowić się...
Pielgrzymowanie do Częstochowy na Jasną Górę ma w Polsce wielowiekowe tradycje. Pierwsza zorganizowana pielgrzymka piesza przyszła do Sanktuarium w 1434 r. kiedy to po odrestaurowaniu obrazu Matki Bożej zniszczonego po rabunkowym napadzie na klasztor, w uroczystej procesji przeniesiono Ikonę z Krakowa do Częstochowy. - To była pierwsza oficjalna pielgrzymka i od tego czasu ludzie pielgrzymowali na Jasną Górę w różny sposób pieszo, na rowerach, w samochodach, autokarach, indywidualnie i zbiorowo w małych i wielkich grupach.Także i my ruszyliśmy w drogę w lipcu 2009, już któryś raz z kolei, na Jasną Górę.W Częstochowie braliśmy ślub, w Częstochowie poznaliśmy wielu ludzi z którymi utrzymujemy kontakty do dziś, tutaj przyjeżdżaliśmy gdy było nam smutno i gdy się cieszyliśmy, tu przywoziliśmy nasze córki, tutaj "ładowaliśmy i ładujemy akumulatory duchowe". Nie chcieliśmy jechać drogą, którą idą czy jadą pielgrzymki. Nie traktowaliśmy naszego wyjazdu jako szlaku pątniczego, raczej chcieliśmy aby była to podróż sentymentalna, powrót do miejsc z przeszłości, z którymi wiązało się nasze życie.
Wybraliśmy trasę Międzyrzec - Zakopane – Częstochowa.- Międzyrzec. W tym samym czasie wyruszyła I Rowerowa Pielgrzymka z Międzyrzeca w której jechała nasza córka, oraz Andrzej, który samotnie wyruszył z Międzyrzeca na „kołach”. Z nimi chcieliśmy spotkać się gdzieś przed Częstochową. Ale po kolei.
Dzień I
Trasę z Międzyrzeca – do Zakopanego pokonaliśmy pociągiem, a jak się podróżuje z rowerem środkami lokomocji w naszym kraju to temat na oddzielnego posta, dlatego tą część podróży pominiemy.
„Tatry, kto raz je ujrzał zawsze będzie do nich wracał” to cytat ale też fakt, kto próbował przejść „Orlą Percią” lub chociażby wejść na Rysy przez Morskie Oko, wie że to są niezapomniane wrażenia.
W Zakopanem byliśmy około 15.30 a nocleg tego dnia zaplanowaliśmy w Zubrzycy Górnej więc czasu nie mieliśmy aby chociaż „dotknąć” gór więc zjedliśmy późny obiad, zrobiliśmy fotki Tatrom z Zakopanego i jazda.
Już w Zakopanem zaczęły się „schody”, nie mogliśmy jechać drogą główną więc pojechaliśmy przez Nędzówkę, Dzianisz, Witów, do Chochołowa, a „schody” były takie że pod górkę i z górki musieliśmy rowery „ciągnąć” ze względu na stromizny, niektóre po około 15%. To się powtarzało i poza podhalem. Nikt nie mówił że będzie lekko.
Od Chochołowa był już dobry asfalt i łatwiej się kręciło, ale tych pierwszych 20km dało nam do zrozumienia że nie będzie dzisiaj łatwo zrobić około 70km w dobrym czasie .
Mozolnie do przodu przez Czarny Dunajec, Jabłonkę dotarliśmy o zmroku do Zubrzycy
. Na Kempingu zakwaterowaliśmy się, zjedliśmy kolację, poszliśmy nad strumień pomoczyć nogi a następnie „w poduchy”. Bo podróż pociągiem i ponad 70km jakie zrobiliśmy od 16.30 „dało się we znaki”.
Dzień 2
Rano obudziło nas piękne słońce które ogrzewało Babią Górę , 1725 m n.p.m lub jak mawiał nieżyjący już właściciel kempingu w Zubrzycy „Fudżi Jamę”
To góra ekscytująca, szlaki prowadzące na sam szczyt szczególnie od strony Zawoi są urokliwe, a widok z Sokolicy jest jednym z ładniejszych w tym terenie. Ze szczytu roztacza się panorama na wszystkie strony, przy dobrej pogodzie widać Tatry i Jezioro Orawskie.
Od Jabłonki jest prawie „cały czas” pod górkę /około 16km/ aż do „Przełęczy Krowiarki” 1012m/n.p.m
Nazwa przełęczy pochodzi od krowiarek, czyli pasterek, które do XIX w. pasły tutaj krowy. W latach 80. XIX w. Austriacy planowali wybudować pod przełęczą tunel kolejowy. Obecnie prowadzi tędy szosa z Zawoi do Zubrzycy i Jabłonki, będąca najwyżej położoną w Beskidach. Zbudowano ją w ramach tzw. Szosy Karpackiej. Odcinek z Zubrzycy na przełęcz powstał pod koniec lat 30., w 1938 r. przy jej budowie pracował Karol Wojtyła,
Na przełęczy znajduje się też tablica upamiętniająca ostatnią górską wycieczkę Karola Wojtyły (9 września 1978 r.) przed wstąpieniem na tron papieski.
Od przełęczy jest „cały czas” z górki /około16km/. Czyli wszystko się wyrównuje,
Żar lał się z nieba tego dnia, i żeby nie strumyki, w których chłodziliśmy się, to porażenie słoneczne byłoby murowane.
Przez Zawoję, Maków Podhalański, Jachówkę, Budzów, Stronie dotarliśmy do Kalwarii Zebrzydowskiej. Tutaj znajduje się Sanktuarium Pasyjno – Maryjne Klasztor oo Bernardynów Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO i co roku odgrywane jest Misterium Męki Pańskiej
Ale to nie był cel dzisiejszego dnia, celem był Tyniec. Po niewielkich „zgóbkach” /czytaj zmylenie trasy poprzez jej skracanie/ około 20.00 dotarliśmy pod Klasztor Benedyktynów i zaczęliśmy szukać miejsca do rozbicia się ale nie bardzo mogliśmy takie miejsce znaleźć , a że ściemniało się postanowiliśmy „zapukać” do Klasztoru.
W klasztorze pierwszy napotkany „mnich” powiedział nam że niestety miejsca pod namiot nie mają ale skierował nas do recepcji.
Klasztor organizuje i przyjmuje osoby świeckie na organizowane rekolekcje i inne okazje..
Pani w recepcji stwierdziła że pokoi wolnych nie ma, na prośbę o suche miejsca pod dachem aby rozłożyć karimaty i śpiwory też usłyszeliśmy Nie. Nie wyglądaliśmy najlepiej po całodziennej jeździe i może dlatego nam odmawiała. Gdy zrezygnowani chcieliśmy odejść, przyszła inna Pani poprosiła abyśmy chwilę zostali poszeptała coś na ucho tej pierwszej i okazało się że jest jeden pokój wolny. Uff
„Płacą państwo kartą, czy gotówką”?. Karta, formalności w recepcji, odstawienie rowerów, przypomnienie o zachowaniu klasztornych reguł i już Pani prowadzi nas do pokoju.
Pod drzwiami daje nam klucz i mówi „... nie udostępniamy tego pokoju, ponieważ to jest pokój w którym mieszkał JAN PAWEŁ II gdy bywał w Tyńcu....” „szczęka nam opadła” ... będziemy spać tam gdzie „Największy z Polaków”.
Nieszpory wyśpiewane przez Benedyktynów, i burza z błyskawicami przeszywającymi niebo przechodząca nad Tyńcem, cisza, spokój w korytarzach klasztornych, duchowa atmosfera zakończyła dzień.
Dzień 3
Rano po burzy nie było śladu. Zaczynał się piękny dzień.
Śniadanie z Benedyktynami /kobiety jedzą oddzielnie/ wszystko w skupieniu i w ciszy, przygotowanie do wyjazdu, pożegnanie w recepcji i mogliśmy jechać dalej.
Aby ruszyć dalej musieliśmy przedostać się na drugi brzeg Wisły, najbliższy most był w Krakowie a tam nie chcieliśmy jechać więc poprzedniego dnia umówiliśmy się z właścicielem „motoróweczki „ aby nas przewiózł na drugi brzeg . Właściciel już czekał na nas .
Wisła w tym miejscu jest wąska wiec przeprawa nie była długa.
Jeszcze zdjęcie z klasztorem w tle i w drogę.
Ojców to następny cel naszej podróży.
„Zaliczyliśmy” oczywiście kilka „zgóbek” ale do Ojcowa wjechaliśmy chyba najpiękniejszą ścieżką rowerową w Polsce .Wąwozem w pięknej scenerii /6-7km/ dotarliśmy pod „Bramę Krakowską”. Sezon turystyczny był w pełni, więc ludzi co niemiara. Po odpoczynku ruszyliśmy dalej. Maczuga Herkulesa, Pieskowa Skała to stałe elementy tego terenu do „zaliczenia”. Obiad „Pod Skałą” trochę drogi ale... przecież pieniądze to nie wszystko.
A po obiedzie monotonna i długa jazda aż do zmroku w stronę szlaku „Orlich Gniazd”. Przez Sułoszową, Olkusz, do Ogrodzieńca a w zasadzie do Podzamcza bo tam jest najbardziej imponujące Orle Gniazdo spośród wszystkich zamków Jury Krakowsko - Częstochowskiej.
Odwiedziliśmy zamek było po 20 i najwyraźniej duchy tego zamku zaczęły swoją aktywność. Dochodziły nas stukania łańcuchami, piski, dziwne jęki i odgłosy jakby piłowania. Ale na „szczęście” okazało się że byli to pracownicy, którzy zostali po godzinach i naprawiali zamek dla zwiedzających. Tak minął dzień trzeci
Dzień 4
Do Częstochowy z Podzamcza jest „rzut beretem” więc nie spieszyliśmy się.
Przez Zawiercie, Włodowice, Żarki, Złoty Potok zmierzaliśmy spokojnie do Olsztyna bo tam umówiliśmy się z Andrzejem.
Od Zawady do Złotego Potoku /około 7km/ jest pięknie położona „asfaltówka” droga prawie cały czas w dół, w lesie, coś wspaniałego, gdyby nie jedno ale. Gdzieś w pobliżu jest duża chlewnia i ktoś z niej postanowił pozbyć się „śmierdzącego interesu” i gubił po drodze zawartość, nie dość że zapach był nie do zniesienia to jeszcze trzeba było uważać aby w coś nie „wdepnąć” kołami. Ale jakoś dotarliśmy do Olsztyna. Bez problemu odnaleźliśmy się z Andrzejem i od tego momentu jechaliśmy razem. W Olsztynie zobaczyliśmy Zamek kolejne Orle Gniazdo na tym szlaku i pojechaliśmy obserwować jak wspinają się w skałkach. Podobno jest to jedno z lepszych miejsc do wspinania.
Około 15.00 postanowiliśmy wyjechać na spotkanie z naszą I Rowerową Pielgrzymką Parafii św Mikołaja w Międzyrzecu Podlaskim. W miejscowości Małusy czekaliśmy aż dojadą do nas pątnicy, ale po 2 godz. stwierdziliśmy że Pielgrzymka musiała pojechać inną trasą, a więc ruszyliśmy do Częstochowy.
Dogoniliśmy ich w centrum ale że oni nie kierowali się na pole namiotowe to nie jechaliśmy z nimi, ruszyliśmy do Klasztoru .Tam spotkaliśmy wielu rowerzystów ponieważ nazajutrz miał być wspólny wjazd na Jasną Górę, wszystkich przybyłych „pielgrzymów rowerowych”
Na polu namiotowym zmyliśmy z siebie trudy całego dnia, a że pogoda zapowiadała się ładnie nie rozbijaliśmy namiotów, tylko spaliśmy pod chmurką.
Spanie pod chmurką ma swoje złe i dobre strony ale jak się zasypia patrząc w gwieździste niebo zapomina się o wszystkim, jest po prostu wspaniale.
Dzień 5
Rano pokręciliśmy trochę po Częstochowie gdzie spotkaliśmy rowerzystę z Niemiec czy z Austrii już nie pamiętamy, zamieniliśmy kilka zdań. Obcokrajowiec stwierdził że w Polsce są wielkie „moskitos bzy bzy” co nas ubawiło bardzo. Pożegnaliśmy się z nim on ruszał na Mazury, a my pod katedrę spotkać się ze wszystkimi w tym Gosią naszą córką
Do Częstochowy zjechało około 500 rowerzystów z całej Polski i po krótkim spotkaniu w katedrze i przedstawieniu poszczególnych grup wszyscy ruszyli na Jasną Górę.
Na Jasnej Górze uroczysta msza dla rowerzystów, droga krzyżowa, i powrót do domów. My w drogę powrotną "załapaliśmy się" razem z naszymi pielgrzymami dzięki uprzejmości księdza Proboszcza . Upchaliśmy ponad 30 rowerów do autobusu i ponad trzydzieści osób jeszcze siedziało to była sztuka.Po kilkugodzinnej jeździe byliśmy w domu około 22.00

Dla nas miała być to podróż , ale atmosfera miejsc które odwiedziliśmy oraz przypadkowe zdarzenia, sprawiły że zaczęliśmy się zastanawiać, czy to wycieczka, a może pielgrzymka ?. Ale to nieważne, ponieważ „wędrówką jedną życie jest człowieka” jak pisze Edward Stachura, pielgrzymką, podróżą, poszukiwaniem, poznawaniem innych i samego siebie , zagubieniem, odnajdywaniem, zagubieniem i jeszcze raz odnalezieniem, raz jest pod górkę, a raz z górki, upadamy i podnosimy się.
Musimy wytrwać w „tej drodze”, nawet gdy jest ciężko.
Nie poddać się, bo przecież nie cel, ale droga jest najważniejsza.
Tylko trzeba wiedzieć DOKĄD ZMIERZAMY,
ale to już każdy z nas odkrywa sam.

Mariola i Bynio
zdjęcia

niedziela, 21 marca 2010

W poszukiwaniu Wiosny 2010

W ubiegłym tygodniu "wysyłaliśmy" zimę razem z Markiem Kamińskim do morza, ponieważ mówimy "stanowcze nie" zimie, pół roku to chyba wystarczy.
A 21 marca jak przystało na ten dzień postanowiliśmy poszukać wiosny.
Dość wysoka temperatura (+7 C) zachęcała do przejażdżki, mżawka z rana trochę odstraszała, ale pragnienie ciepła wysłało nas na poszukiwania.
Wyruszyliśmy dość późno bo o 9.00 ale nie spieszyło się nam ponieważ już pierwsze kilometry pokazały że oznak wiosny nie będzie łatwo odnaleźć.
Trasę zaplanowaliśmy ale niekoniecznie chcieliśmy się jej trzymać.
Pierwszy przystanek w Witorożu przy kościele, drugi po marszu wzdłuż Kanału Wieprz-Krzna z ogniskiem na stawach "Żelizny".
Był bigos, kiełbaski i inne, ale nie po to tu przyjechaliśmy, tu liczyliśmy na odkrycie wiosny.
Ale oprócz kilku kluczy dzikich gęsi, niewielu pąków na drzewach nic nie wskazywało że to wiosna nawet żeremia bobrów i pościnane przez nich drzewka nic nam nie mówiły na ten temat , chociaż tak naprawdę już czuć że wiosna jest tuż tuż.
Poszukiwania na stawach i konsumpcja zajęła nam troche czasu wiec postanowiliśmy z Żelizny ruszyć do domu chociaż trochę "wężykiem" przez Szóstkę, Worsy, Żakowolę Poprzeczną, Kąkolewnicę, Wygnanke, Berezę do Międzyrzeca.
Po drodze spotkaliśmy naszego kolegę Andrzeja i jednego rowerzystę z Międzyrzeca, to też jest oznaka że wiosna już blisko.
Poszukiwanie wiosny dla niektórych z nas było pierwszym wyjazdem w tym roku, dlatego odczuli to na własnnej ... skórze (myślę że wiecie co robić w takich przypadkach). Mimo tak bolesnego doświadczenia warto było zrobić tych "parę" kilometrów i się "przewietrzyć"

7 godzin
73km
Barbara, Andrzej, Zdzicho,Mirek i Bynio

Zdjęcia tutaj

sobota, 13 marca 2010

Marek Kamiński - Ekspedycja Wisła - Rowerowy Międzyrzec

Marek Kamiński polski polarnik, podróżnik, żeglarz, pisarz, fotograf, przedsiębiorca, autor książek. Pierwszy i jedyny człowiek na świecie, który zdobył oba bieguny Ziemi w ciągu jednego roku bez pomocy z zewnątrz 23 maja 1995 roku wraz z Wojciechem Moskalem dotarł na biegun północny, a 27 grudnia 1995 roku zdobył samotnie biegun południowy.
Uczestnik wielu wypraw,


człowiek o wielkiej sile charakteru, pokazujący możliwości ludzkiego organizmu. W tym roku postanowił spłynąć kajakiem Wisłę w okresie zimowym.
A My zainspirowani jego osobą i wyczynami postanowiliśmy zobaczyć Go, i poczuć na własnej skórze jak to jest.
Ruszyliśmy rowerami nad Wisłę.
Jako że mieliśmy niewiele czasu do dyspozycji część drogi nad Wisłę pokonaliśmy pociągiem.
Aura w czasie rozpoczęcia "Naszej Ekspedycji Wisła";) nie zachęcała do wyjścia na "świeże powietrze" nie mówiąc o rowerze, ale dla nas aura to nie przeszkoda, zważywszy że pogoda o godz, 7.oo wyklarowała się i nie padał śnieg, wiał co prawda wiatr ale i tak nad Wisłę w okolicę Góry Kalwarii dotarliśmy o godz. 9.00.
Znaleźliśmy miejscówkę aby zjeść śniadanie a następnie "eksplorowaliśmy";) brzeg Wisły w celu ustalenia dogodnej pozycji na spotkanie z Markiem. Chcieliśmy znaleźć miejsce, w którym Wisła jest najwęrzsza, niestety wszędzie nie dało się przejść. Teren był bardzo podmokły a mróz zelżał i zrobiła się wielka "breja" uniemorzliwiająca przejście na nogach nie wspominając o rowerach.
Musieliśmy dać za wygraną i po 2 godzinach przedzierania się przez krzaki wróciliśmy blisko miejsca gdzie jedliśmy śniadanie. "Rozbiliśmy" obóz rowerowy i czekaliśmy aż Marek będzie przepływał obok nas.
Miejsce to było nad wodą na otwartym terenie gdzie wiało niemiłosiernie, nam było niekomfortowo a co mówić jemu jak jest na środku dużej rzeki, osiem a może i więcej godzin zajduje się w jednej pozycji i niema możliwości wykonywania zbyt wielu ruchów szczególnie nogami.
My podczas czekania biegaliśmy, leżeliśmy, rozmawialiśmy z ludźmi, którzy też chcieli zobaczyć Marka trwało to prawie 5 godzin.
I około 15.00 Marek wreszcie pojawił się w pobliżu nas.
Wykrzyczeliśmy do Niego kilka zdań, pozdrowiliśmy, życzyliśmy powodzenia on nam podziękował i odpłynął.
Takie było nasze spotkanie z jednym najbardziej znanych eksploratorów na świecie.
Nam został tylko powrót do domu.
Jazda rowerem w nocy nie należy do przyjemności zwłaszcza w zimnie, w ruchu z tirami gdzie każdy walczy o skrawek dobrego asfaltu i my i tiry.
Tak krótkie spotkanie dało nam jednak poczucie spełnienia tego co zaplanowaliśmy. Niektórzy pukają się w czoło jak o tym im opowiadamy, no cóż tacy jesteśmy i musicie to zaakceptować albo nie.

Podsumowanie:
W 18 godzin przejechaliśmy trasę Międzyrzec - Góra Kalwaria - Międzyrzec z czego:
141 km rowerami /7godz/
jakieś 110km pociągami /2 godz/,
około 2 godziny przedzieraliśmy się po chaszczach,
około5 godzin czekaliśmy na Marka Kamińskiego,
około 2 godzin odpoczywaliśmy i jedliśmy
Nie żałujemy tego mimo że bezpośrednio nie spotkaliśmy się z Markiem i było ciężko na rowerach szczególnie w nocy.

Mariola, Bynio, Andrzej
Zdjęcia tutaj

czwartek, 4 marca 2010

Jabłoń 2009



Wycieczka do Jabłonia też może być ciekawa.
Andrzej poleca zobaczyć Pałac w Jabłoniu.
Trasa
Międzyrzec - Komarówka - Jabłoń - Wisznice - Kozły - Witoroż - Międzyrzec
03.09.2009
1 dzień
106 km
Zdzisław i Andrzej
Zdjęcia

środa, 3 marca 2010

Neple - Szwajcaria Podlaska 2009

Wspominamy rok rowerowy 2009
Kilka następnych postów to będą wspomnienia.
Czekając na lepszą pogodę przypomnijmy jak to było a w międzyczasie już "wietrzcie" i szykujcie rowery.

Tereny nad Bugiem nigdy się nie nudzą. Każda pora roku ukazuje swoje uroki tego miejsca i zawsze odnajduje się piękno rzeki meandrującej wśród łąk.
To co się już zna odkrywa się na nowo, po prostu tutaj warto przyjeżdżać jak najczęściej.
Trasa
Międzyrzec - Biała Podlaska - Husinka - Koczukówka - Kijowiec - Dereczanka - Nowosiułki - Berezówka - Stare Mokrany - Neple - Krzeczew - Międzyrzec
20.05.2009
1dzień
141km
Barbara i Andrzej
Zdjęcia

środa, 17 lutego 2010

"Spacer"

Przygotowaniem do sezonu rowerowego może być np. "spacer".
O ile około 25km marsz można nazwać spacerem.
Trasa piesza przez las ścieżką rowerową Międzyrzec - okolice Utrówki - Rezerwat Liski - Żwirownia - Międzyrzec jest piękna, szczególnie zimą.
Śnieg skrzy się na mrozie -18stopni C przykrywa pola, ozdabia drzewa.

Przedzieranie się przez gęsty las w śniegu sięgającym do pasa, "odpoczynek" w zaspie, "chodzenie po wodzie" - (zamarzniętej), ciepła herbata wypita na mrozie pomaga odpocząć, zastanowić się, dostrzec jaki świat jest piękny nawet "ten blisko domu".
Mariola i Bynio
Zdjęcia tutaj

Serpel 2010

Wolny czas zimą można spędzać różnie.
W fotelu i ciepłych kapciach przed telewizorem
lub popijając piwo w "Pubie"
lub ... .
Ale najlepiej wybrać się na narty biegowe do ... Serpelic.
13.02.2010r odbył się tam cykliczny bieg narciarski Serpel 2010.
Piękne tereny Doliny Bugu, las, pagórki, śnieg, wysiłek fizyczny to jest To.

Zdjęcia Andrzej
tutaj.

piątek, 5 lutego 2010

Dawno, dawno temu ...

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami ...

Kto to jeszcze pamięta?!

W latach 1987 - 1995 były organizowane spontaniczne wyprawy rowerowe, miedzy innymi do Częstochowy i Zakopanego jak na tych zdjęciach.
Ale i wcześniej zapaleńcy z Międzyrzeca zorganizowali wyprawę rowerową na kilkuosobowym "rowerze" specjalnie przygotowanym. Wyprawa była najprawdopodobniej do Wiednia.
Jeżeli pamiętacie takie lub inne "wydarzenia" rowerowe, znacie szczegóły, /jakie to były lata, kto był uczestnikiem/ lub macie jeszcze inne zdjęcia z "lamusa" to czekamy na informacje.
Więcej starych zdjęć tutaj

Rewizyta Białorusinów maj 2009

Rewizyta Białorusinów zbiegła się z Uroczystym Otwarciem Szlaku Jagielońskiego w Międzyrzecu Podlaskim.
Był uroczysty przejazd ulicami miasta w "Orszaku Królewskim.
Wymiana uprzejmości na szczeblu Władz Miasta.
Przejechaliśmy po okolicach Międzyrzeca, następnie częścią Szlaku Jagielońskiego Międzyrzec - Mielnik, pokazaliśmy Grabarkę (święte miejsce prawosławia), Stadninę Koni w Janowie Podlaskim.
Było przekazanie pamiątek , imprezy integracyjne w miłej atmosferze i wiele radości z "niewielkiej" bariery językowej.
5dni
około 220km na rowerach
Mariola, Barbara, Andrzej, Jurek, Andrzej, Zbyszek, Zdzicho, Adam, Andrzej, Wojtek, Sławek, Bynio

Zdjęcia tutaj

czwartek, 4 lutego 2010

Kalendarz 2010

Propozycje wspólnych wyjazdów w roku 2010
20 lub 21 Marzec „W Poszukiwaniu Wiosny” trasa do ustalenia /50-90km/

17-18 Kwiecień „Dolina Bugu” /około 120km 1dzień/ / 2 dni około 250km/

Maj 3dni data do ustalenia „Międzyrzec - Kozłówka – Nałęczów – Wąwolnica – Kazimierz Dolny – Puławy - Międzyrzec” /około 270km/

25-26 Czerwiec „Maraton 24 godz'. /500 km z sakwami dla „hardkorowców” oraz /
"Od Świtu do Zmierzchu
"/ około 150km/
dwie imprezy zakończone w tym samym czasie start i meta oraz trasy do uzgodnienia po konsultacjach.

Lipiec 5 dni Pielgrzymka Rowerowa do Częstochowy /organizator proboszcz parafii św Mikołaja/ około 400 km

Sierpień 2-3 dni Międzyrzec –Topiło - Białowieża – Międzyrzec /trasa wzdłuż granicy około 320km/

Wrzesień 1 dzień Zakończenie Lata trasa do uzgodnienia około 80-120 km

PS.
Propozycje indywidualne
Maj 6-7dni Międzyrzec - Wilno - Troki - Międzyrzec około 1000km - Andrzej
Październik 3-4 dni Bieszczady / pociąg, samochód/ około 250km w siodle - Mariola i Bynio

To są tylko główne imprezy planowane w roku 2010, będą jeszcze inne jak w latach ubiegłych.
Terminy są ruchome mogą być zmiany „tydzień w jedną tydzień w drugą” tak aby trafić w dobrą pogodę. Wszystkie uwagi , propozycje, dyskusje itp na Forum

poniedziałek, 1 lutego 2010

Księga Gości

Odwiedza nas "kilka" osób i aby jeszcze "ożywić" bloga i zachęcić was do redagowania postanowiliśmy ;) "wrzucić" Księgę Gości.
Wpisujcie się.

Zima nie będzie trwała wiecznie więc za kilka dni pierwsze propozycje na forum